Bądź na bieżąco! :)

ZWYCZAJNY PARYŻ

Ciepłe, pogodne miejsce z dużym piecem, stołami i półkami pełnymi książek. Na ścianach wisiały fotografie sławnych pisarzy. „Wszystkie te  fotografie przypominały zdjęcia migawkowe i nawet zmarli pisarze wyglądali na nich tak, jakby kiedyś żyli naprawdę”, pisał Hemingway o księgarnio-czytelni „Szekspir i spółka”. Ważnym dla niego miejscu w Paryżu, które często odwiedzał w latach dwudziestych ubiegłego wieku.

Zapewne niektórym z was Hemingway kojarzy się ze szkolną lekturą i polonistką, która mówiła, że utworem „Stary człowiek i morze” należy się zachwycać. Mnie ta książka nie porwała, w przeciwieństwie do „Ruchomego święta”. Pisarz dzieli się z czytelnikiem wspomnieniami z pobytu w Paryżu, spisanymi pod koniec życia. Poznajemy go jako początkującego twórcę, któremu los nierzadko rzuca kłody pod nogi, a także młodzieńca szaleńczo zakochanego w swej żonie. Co prawda w jego życiu było potem jeszcze wiele kobiet, ale nie oceniajmy pisarza po kochliwej naturze. Skupmy się lepiej na tym co wyszło spod jego pióra – a wyszło całkiem sporo. I dobrze.


W „Ruchomym święcie” pisarz oprowadza czytelnika po Paryżu, którego nie znajdziecie w przewodnikach turystycznych. Przeczytacie o uboższych dzielnicach, lepszych i gorszych kawiarniach. Nie tylko o tym co ładne, ale przede wszystkim o tym, co prawdziwe. Podążając za Hemingwayem uliczkami Paryża, poznacie konkretne miejsca na mapie, a więc namacalną stronę miasta. Jednak między tym wszystkim wiele będzie przestrzeni na opowieści o tym co zmienne, o porach roku, uczuciach, a przede wszystkim o ludziach, którzy są istotną częścią każdego kawałka świata. Pisarz opowie wam o wiośnie w Paryżu. O wyczekiwaniu na jej przyjście i smutku, kiedy ulewne deszcze odpędzały jej nadejście, tak iż zdawało się, że nigdy nie przyjdzie i tym samym utraci się z życia jeden z jego elementów. Dla Hemingwaya był to jeden z tych nielicznych, ponurych momentów podczas pobytu nad Sekwaną.


Opis Paryża widzianego oczami Hemingwaya nasycony jest szczegółami, zapachami i mnóstwem kolorów. Nawet zwykła wizyta w piekarni przedstawiona jest w taki sposób, że miejsce to wydaje się być czymś najcudowniejszym na świecie. Spacery po Ogrodzie Luksemburskim również przynosiły mu wiele szczęścia. Czytelnikowi może nasuwać się jednak pytanie: dlaczego w tak pięknym mieście największą uwagę pisarza przykuwają zwyczajne rzeczy? Nawet podczas pobytu w kawiarni pisze o niebieskim notatniku, marmurowych blatach, zapachu wczesnego poranka, zamiatania i szorowania, a to wszystko nazywa szczęściem. Książka Hemingwaya momentami chwyta za serce. Kiedy czytamy: „dla szczęścia nosiło się w prawej kieszeni kasztan i łapkę króliczą. Futerko łapki wytarło się już od dawna, a kości i ścięgna były wypolerowane przez noszenie. Pazurki skrobały o podszewkę kieszeni i wiedziałeś, że twoje szczęście tam jest”. Przypomina się nam wtedy, że  to nieuchwytne „coś” za czym wszyscy gonimy może być tak blisko i nawet dziurawa kieszeń jest w stanie je zatrzymać.


„Ruchome święto” to dzieło działające antydepresyjnie. Czytając je, nie będziecie płakać ze śmiechu, a raczej uśmiechać się w duchu, że można czerpać radość z prostych rzeczy. I to pomimo monumentalności stolicy Francji, która z pozoru przeszkadza w cieszeniu się tym, co zwyczajne, schowane za turystycznymi atrakcjami.


Czy to wszystko byłoby możliwe w innym miejscu? Jak bardzo „zwyczajny Paryż” różni się od tego, który znamy z pocztówek? Różnica jest i to dość znaczna. Z jakiegoś powodu przecież Hemingway zakochał się we francuskich kawiarniach a nie w wieży Eiffla. Z czasem miasto to stało się dla niego ważnym punktem życiowej wędrówki, miejscem które podążało za nim przez resztę życia, bo jak pisał, „Paryż jest świętem ruchomym”. Uczcijcie je więc, sięgając po tę książkę.

Marlena

*fotografie pochodzą z portalu Pixabay, CC0 PD

Komentarze

  1. W Paryżu byłam strasznie dawno temu i było cudownie. To fantastyczne miejsce, wszystko jest piękne i niesamowite. Ten klimat. Chętnie bym tam wróciła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłaś mnie. Marzę, by wybrać się z mężem do Paryża. np. na rocznicę ślubu. Moze trochę samolubnie, ale bez dziecka, tak, by pełną piersią poczuć urok tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie sięgnę po tę książkę, bo w Paryżu znam tylko główne atrakcje turystyczne. Nie miałam okazji poczuć prawdziwego klimatu tego miasta. A „Starego człowieka” też nie lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam szczerze, że słyszałam kiedyś o tej książce, ale jakoś nie wzbudziła mojego zainteresowania. Po tej recenzji mam inne odczucia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Instagram