Bądź na bieżąco! :)

TYLKO NIE W SZCZEPIONKĘ

Poniedziałek rano. Wstajesz do pracy. To znaczy najpierw zrzucasz budzik. Podnosisz go. Po omacku idziesz do kuchni. Gołą stopą następujesz na zabawkę twojego psa. Obśliniona tak, jakby Azor włożył ją do pyska w całości. Wkurzasz się. Myślisz sobie, jaki świat był prosty gdy miałeś 7 lat. Przynajmniej nie trzeba było chodzić do pracy, wróć – do roboty. Bo pracę to byś lubił, a swojej roboty nie znosisz.

To, że dziecięcy świat jest prosty to jakaś zupełna bajka. Może i przedszkolak nie ma kredytu i żony na głowie. Ale skąd ta pewność, że jego życie jest tak zupełnie beztroskie? Z każdym kolejnym rokiem, wspomnienie dzieciństwa się zaciera. Nie pamiętamy dobrze każdego szczegółu z naszego cielęcego życia. A wbrew powszechnemu przekonaniu i ono czasem przypominało pole minowe.

Pamiętacie na przykład zbieranie karteczek? Dla współczesnych dzieciaków to totalna żenada. Ale jeszcze w mojej podstawówce na każdej przerwie kwitł handel. Pocztą pantoflową przechodziły informacje do kogo warto się udać po nowy towar, kto miał dostawę i z kim najlepiej robić interesy. Trzeba było mieć do tego łeb i nieraz się nagimnastykować by zdobyć karteczkę z disneyowskimi bohaterami.

Siedziałeś z dziewczyną za karę w ławce? W starych księgach, pochodzących nawet z 1990 roku przeczytać można jak często stosowano te tortury. Nie dość, że trzeba było siedzieć z kimś kto nosi spódnice, to jeszcze potem tygodniami odzyskiwać szacunek u kolegów, bo z pewnością mała Zuzia zaraziła cię dziewczyńskością, o fuuuuuj.

Albo kartkówka z przyry. Twoje kolokwia to nic w porównaniu z testem, na którym pierwsze zadanie brzmi – dopasuj kształt liścia do nazwy drzewa. Za żadne skarby świata nie mogłeś zapamiętać, które to dąb, a które lipa. No i lipa bo nie wiesz nadal. Pukasz się w czoło jak można się tego nie nauczyć. Trzeba było tłumaczyć się przed rodzicami z każdej jedynki. Teraz przynajmniej nie musisz. No chyba, że robią przelewy i zasilają zawartość twojej lodówki. Bo wierzą, że jeszcze z tej latorośli coś będzie. A właśnie, ciekawe jak dokładnie wygląda latorośl? Pewnie ni to dąb, ni to lipa.


Dziecięce problemy nie kończyły się na szkole. One dopiero się tam zaczynały. Prawdziwe przeszkody pojawiały się na spotkaniach z babcią. Nie dość, że najpierw cię wycmokała z każdej strony, opatuliła szalikami tak, że nie mogłeś oddychać, nasunęła czapkę po same oczy, to jeszcze przy rodzinnym, dwunastoosobowym stole pytała, o posiadanie życiowej partnerki. To się akurat nie zmieniło, nadal o to pyta, mając nadzieję, że jeszcze nie jest dla ciebie za późno.

Nie mniejsze problemy pojawiały się na relacji ty – twoje rodzeństwo. Raz bawiliście się radośnie w Powerrangersów, a raz byliście największymi wrogami. Podczas każdej kłótni przechodziliście przez kilka etapów. Etap pierwszy słowna zaczepka. Etap drugi – sabotaż. Ręka do góry kto gasił światło braciszkowi, gdy ten wybrał się do toalety. Etap trzeci, strongmeńskie zapasy. Trzeba było miesięcy katorżniczych  ćwiczeń, by pokonać młodszą siostrę i zdobyć tego upragnionego pilota.

Nasze cielęce życie nie było usłane różami. Było jak poligon i to cud, że wyszliśmy z tego cało. Może zatem zamiast narzekać, że trzeba biec dzisiaj do pracy, cieszmy się, że niczym John Rambo przebrnęliśmy przez nasze dzieciństwo. I zaprawieni w boju poradzimy sobie teraz z każdą przeszkodą. Nawet z wypełnieniem PIT-a.


Marlena

Komentarze

  1. Jako dzieci marzyliśmy o tym, żeby być dorosłymi. Trzeba ostrożnie podchodzić do marzeń, bo czasem się spełniają i nie ma od nich odwrotu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbieranie karteczek, wpisy do pamiętników....to było COŚ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to czasem nie były złote myśli? :D

      Usuń
  3. Teraz spoglądam na te zmieniające się relacje wśród moich dzieci, z uśmiechem się im przyglądam, w pewien sposób tęskniąc do własnego dzieciństwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No własnie, wiele osób często bagatelizuje problemy dzieci i uważa je za błahe. Jednak my dorośli jeśli się z czymś zmagamy, to mamy poczucie niezależności i możliwości zmierzenia się z problemem. A dzieci często nie potrafią sprostać swoim problem i znaleść na nie rowiązania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Dziecko to synonim beztroski. A to nie do końca prawda. Bo nawet to co wydaje się bzdetnym problemem, może być małą tragedią. W świecie dziecka istotność problemów mierzy się zupełnie inną miarą.

      Usuń
  5. Ehh, czasami jak patrzę na dzieci wcale nie wydaje się, że są one takie beztroskie. Podobno pierwszą żałobą jaką człowiek przechodzi w życiu jest pożegnanie z karmiem piersią. I dzieci, które były naturalnie karmione a nagle im się to odbiera bo są już duże i mają np. 1,5 toku bardzo to przeżywają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony dzieci to takie beztroskie stworzenia, a z drugiej nawet w takim wieku przeżywają większe i mniejsze tragedie. ;) Czasem jest to kłótnia z koleżanką i to uderzenie w szczepionkę, a czasem coś co przekracza nawet możliwości dorosłego.

      Usuń
  6. Oj dziękuję Ci za ten wpis, akurat dzisiaj potrzebowałam powrócić do dziecięcych lat. Ja zbierałam historyjki z gum Turbo i Donald :). A i puszki hihi to były piękne czasy....

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha! Świetnie to ujęłaś! :) Karteczki, kształty liści – to wszystko o mnie! Ja już w przedszkolu miałam pod górkę, bo byłam słaba w szlaczkach. Kurde, jakie to było dla mnie trudne! Ile stresu przy tym, że zawsze wychodziło krzywo. :) A dziś – luzik :) Nikt mnie ze szlaczków nie rozlicza. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak miałam ze śpiewaniem piosenek. :D Ile trzeba się było nastresować, żeby zaspiewać przed całą klasą i to jeszcze na ocenę. :D A szlaczki lubiłam, i to bardzo. :)

      Usuń
  8. Oooo tak, pamiętam te czasy :D u mnie z rodzeństwem głównie rywalizowaliśmy - kto najszybciej biega, albo najwyżej wespnie się na drzewo itp. To prawda, był to poligon, ale sami tego chcieliśmy. Wariaci :D

    Powiem Ci, że poprawiłaś mi humor swoim wpisem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się wspinałam na drzewa. I budowałam szałasy. :D Co to były za czasy.

      Usuń
  9. Karteczki... Mam do dziś. A w pierwszej klasie cały rok siedziałam z chłopakiem bo inny płakał że nikogo nie zna i chce ze swoją koleżanką z podwórka siedzieć 😁.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przekonasz mnie! :P Chcę wrócić do roku 1998! Miałam wtedy 9 lat i było najlepiej <3 Handel karteczkami pamiętam i do dziś mam kilka z Kubusiem Puchatkiem :) <3 Babcię miałam normalną, taką niepodobną do tej stereotypowej ;) drugiej nie pamiętam :( A z kolegą, z którym się nie lubiłam i zostałam z nim posadzona razem w ławce zaprzyjaźniliśmy się i broiliśmy na lekcjach razem :D Świetny wpis <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że masz takie wspomnienia. :) Ja swoich karteczek niestety już nie mam, a szkoda. :( Dzisiaj może i nie są warte miliona monet, ale nadal przywołują wspaniałe wspomnienia, a te są bezcenne.

      Usuń
  11. Swoje dzieciństwo wspominam wspaniale dopóki nie poszłam do szkoły :) Wtedy rzeczywiście zaczęły się nie lada przygody i pasma przeżyć. Zapraszam przy okazji do przeczytania bo również ten temat poruszyłam w tekście "lęki myte deszczem i zabite marzenie" :) Ale nie sprawiało mi problemu siedzenie z chłopakami za karę w ławkach bo szczerze powiedziawszy zawsze lepiej się nimi dogadywałam i wiele razy byli po mojej stronie :) pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uhhh nie cofnełabym się do dzieciństwa ale do tego czasu kiedy miałam jakieś 17 lat już tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 17 lat to jeszcze takie późne dzieciństwo. :D

      Usuń
  13. Dzieciństwo wydaje się takie iddylliczne, bo wspomnienia są sitem, które filtrując zostawia tylko to, co dobre. Poza tym, jako, że czas lecy rany, im dalej, tym słabiej pamiętamy krzywdy. Jako starzy ludzie będziemy z nostalgią wspominać młode lata, kiedy miało się te 20-30 lat.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tak! Zbieranie karteczek! To było coś!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja jestem jeszcze ze starszego pokolenia, bawiliśmy się kapselkami w wyścig pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  16. oczywiście że wtedy to były problemy! że ktoś się nie chciał bawić, że ktoś inny miał karę, albo że babcia odebrała koleżankę z przedszkola a za chwile była wielka burza, i martwienie się czy na pewno koleżanka dotarła do domu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Instagram