Bądź na bieżąco! :)

MATKA JOANNA OD ANIOŁÓW

Są w życiu chwile kiedy milczenie wypełnia usta i powoduje suchość w gardle. Są książki, po przeczytaniu których, ciężko jest wydusić z siebie jakiekolwiek słowo. Matka Joanna od Aniołów odbiera mowę.

Niemałą ucztę zgotował nam Jarosław Iwaszkiewicz pisząc to opowiadanie. Na jego podstawie nakręcono nawet film – przepiękną biało-czarną produkcję z 1961 roku w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Warto ją obejrzeć choćby ze względu na sam aspekt wizualny. Chłodne, surowe ujęcia, a także ich prostota sprawiają, że oglądający nie ma problemu ze skupieniem uwagi, nie rozpraszają go żadne zbędne ozdobniki. Skoncentrować się można na tym co najważniejsze – na przeżyciach głównych bohaterów i doskonałej grze aktorskiej.  

Opowiadanie Iwaszkiewicza to historia o opętaniu.  Pomimo, że pojawią się w niej demony zapewniam was, że strach będzie ostatnim uczuciem, jakie może towarzyszyć podczas spotkania z tym utworem. Nikt nie boi się tytułowej matki Joanny od Aniołów – opętanej zakonnicy czy księdza Suryna – duchownego, którego zadaniem jest wypędzić z Przeoryszy a także z innych sióstr, które mieszkają w tym samym klasztorze, siły nieczyste. Emocje jakie towarzyszą nam podczas spotkania z tymi nietuzinkowymi postaciami nie mają żadnego związku ze strachem. To rozczarowanie, zdziwienie, czy w końcu smutek zalewają głowę czytającym.

Kadr z filmu Matka Joanna od Aniołów, reż, Jerzy Kawalerowicz, zdjęcie: ZRF Kadr/ Album/ East News, za pośrednictwem; culture.pl 

Niestety ksiądz Suryn wydaje się być pewnym straceńcem, kolejnym Don Kichotem. Mimo, że robi wszystko, aby pomóc siostrze Joannie i jej podwładnym, jego próby są bezskuteczne. Nie pomagają modły, woda święcona czy nawet przelana krew… W czasie zmagań z demonami, między obojgiem głównych postaci, podczas ich kolejnych rozmów, egzorcyzmów, które raczej wypadałoby nazwać intymnymi rozmowami, wybucha gwałtowne uczucie. Nie potrafią i nie chcą się do niego przyznać. Stają się sobie bliscy, w związku z tym ojciec Suryn za wszelką cenę chce wypędzić z duszy matki Joanny dręczącego ją szatana. Odważy się nawet na czyn, który odciśnie głębokie piętno na jego życiu. Czy w tym szczególnym wypadku cel może uświęcić środki?

Zachowanie siostry Joanny pełne jest sprzeczności. Nie do końca wiadomo czy opętanie, które ją dotknęło jest prawdziwe, czy jedynie udawane. Jeden z bohaterów opowiadania – Chrząszczewski mówi o zakonnicy: „Niech nie oszukuje, niech nie oszukuje, to wszystko musi być prawdziwe. Inaczej ja się nie zgadzam. (…)Po co my tu przyjechali? Lepiej było do Sochaczewa na odpust, linoskoczki oglądać i cygańskie wróżby!” Dla wielu mieszkańców Ludynia nie liczy się prawda, a jedynie spektakl, który urządzają zakonnice. Nie widzą innego sposobu na zabicie wiejskiej nudy. Nieważne jest dla nich to, czy siostry zakonne udają czy rzeczywiście potrzebują pomocy. Ważne, że coś się dzieje, a rzucające się w konwulsjach po kościelnej podłodze zakonnice dostarczą im nowej rozrywki.


Opowiadanie Iwaszkiewicza można przeczytać na jednym wdechu. Co więcej, postać matki Joanny poddawać można głębokiej analizie psychologicznej i za każdym razem odnajdywać w niej coś nowego. Czy faktycznie była ofiarą opętania? A może demony, które zamieszkały w jej duszy, były dla niej przepustką do nieprzeciętności, wyjątkowości? Zakonnica przyznała, że skoro nie może być świętą, musi pozostać opętaną. Nie chce w swoim życiu być przezroczysta, byle jaka. Czy zatem chęć bycia kimś wyjątkowym może obudzić uśpione w człowieku demony? Do czego można się posunąć, by uratować kogoś bliskiego naszemu sercu?


Aby odpowiedzieć na te wszystkie pytania sięgnijcie po opowiadanie, a potem obejrzyjcie film – sugeruję właśnie w tej kolejności. Czytając, wyobrażajcie sobie matkę Joannę – jej twarz i ruchy. Zostańcie reżyserami tej opowieści. Następnie skonfrontujcie swoje wyobrażenia z tym, co przedstawił Jerzy Kawalerowicz. Uwierzcie, że zdziwieniu nie będzie końca. Obcowanie z tym utworem będzie dla was pewnego rodzaju walką. Nie bójcie się jej podjąć choć uprzedzam – będą ranni. 

Marlena



* fotografie pochodzą z ZRF Kadr/ Album/ East News, za pośrednictwem; culture.pl

Komentarze

  1. Raczej nie skusze sie na ten tytuł ale miło spotkac kogos kto poleca takie utwory.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujące, z pewnością obejrzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe ujęcie tematu. Widziałam już klika filmów i dokumenty o opętaniu ale nie trafiłam akurat na tą konkretną pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  4. z chęcia obejrzę, zainteresowała mnie mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie Iwaszkiewicza czytałam bardzo dawno, jeszcze na studiach, ale pamiętam, że zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie. Zupełnie inaczej niż jego ekranizacja. Tutaj mam zupełnie inny odbiór niż ty. Dla mnie była jakaś taka przekombinowana i nienaturalna. Jakby ci aktorzy sami trochę siebie parodiowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zarówno ekranizacja jak i samo opowiadanie bardzo się podobało ;) To kombinatorstwo odnalazłabym jedynie u matki Joanny. Ale czego innego oczekiwać od opętanej zakonnicy? Rola Lucyny Winnickiej genialna. ;)

      Usuń
  6. Nie miałam tego. Ani filmu ani opowiadania. Na lekturę się raczej nie skusze , ale może kiedyś zobaczę film.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję! Ten tytuł jest mi oczywiście znany, ale jedynie ze słyszenia, nigdy nie skusiłam się ani na książkę ani na film, a dzieki Twojej recenzji z wielką przyjemnością sięgnę po jedno i drugie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. :) Miłego oglądania i czytania. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Instagram